środa, 31 lipca 2013



Odbicie wejścia do loftów u Scheiblera w lustrze postawionym na ulicy. Kiedyś to był to Zespół Fabryczny K. Scheiblera "Księży Młyn".  Tak wyglądało to dawniej  .

Wakacje w mieście też nie są złe. W sumie w Łodzi dzieje się dużo, ale informacje o tych wydarzeniach są trudne do uzyskania. O tzw. Foto Dejach prawie zawsze dowiaduję się po czasie, zwłaszcza jeśli są na nie zapisy. Tak więc siedząc w mieście, uruchamiam intensywne poszukiwania internetowe, mój facebook wygląda jak choinka obwieszona grupami dotyczącymi wydarzeń w Łodzi ;) I to dopiero działa! Wreszcie dowiedziałam się na czas o 590 urodzinach Łodzi. Okazało się, że są organizowane darmowe wycieczki, ale trzeba się na nie zapisać. Później okazało się, że zapisy nie są takie niezbędne, wchodzili w końcu wszyscy. Szkoda tylko, że było tak gorąco, bo chętnie poszłabym na więcej wycieczek niż dwie. Pierwsza była po dawnej elektrociepłowni EC1, która teraz jest przebudowywana na centrum kulturalne, druga po jednym z pierwszych domów remontowanych na Księżym Młynie. Podsumowując: było warto dźwignąć cztery litery i zobaczyć co się w mieście buduje, bo buduje się naprawdę dużo, chyba tak jak nigdy! Kilka następnych postów będzie jeszcze klimacie wycieczek.



wtorek, 23 lipca 2013






I wracam do zdjęć kwiatów, tym razem przekwitające róże. To kwiatowe zainteresowanie jest silniejsze ode mnie i chyba przekazane w genach, już od prababci Florentyny ;)   Podwórkowe klimaty na pewno powrócą jak tylko przejrzę moje fotograficzne zbiory.

piątek, 12 lipca 2013


Co się u mnie działo od momentu zniknięcia na początku czerwca? Już opowiadam.


Po pierwsze: byłam na swoim wymarzonym koncercie. Wiem, że prawie 7 lat czekania, to niewiele w porównaniu tym ile na takie wydarzenie czekali inni, ale i tak to było dla mnie spore przeżycie. Chodzi mi o koncert Paula McCartneya w Warszawie. Tak, tak, uwielbiam piosenki takiego "dziadka" :) Mimo, że facet ma 71 lat, to jest w lepszej kondycji niż nie jeden jego rówieśnik. Przy okazji zwiedzałam Stadion Narodowy i na własnym słuchu doświadczyłam tego, że jednak to miejsce (przynajmniej przy zamkniętym dachu) nie nadaje się na takie koncerty. Chwilami po prostu słychać było, że jest cos nie tak, a śpiewanie ludzi pod sceną usłyszałam dopiero na sam koniec, niemal trzech godzin koncertu.  Mimo wszystko zbieram na następny koncert, najlepiej, żeby był też w Polsce, bo koniecznie chce jeszcze raz posłuchać Paula mówiącego po polsku, na żywo. A o koncercie pewne jeszcze kiedyś wspomnę na blogu. 


Po drugie: od srody mam tytuł licencjata :) Teraz pozostało już tylko kilka formalności i już niedługo będę mogła powiedzieć, że jestem studentką studiów magisterskich.



Na koniec kilka słów o zdjęciach, które są efektem ubocznym zdjęć do pracy licencjackiej, kiedy pozwiedzałam trochę łódzkie podwórka. Niektóre są naprawdę niesamowite i mają kocich lokatorów. Kot, albo raczej kotka, na zdjęciu dała się tylko sfotografować, ale kot włóczący się przy lecznicy weterynaryjnej dał się też pogłaskać. Bardzo mi się spodobały takie wędrówki, więc spodziewajcie się większej ilości zdjeć podwórkowych :)